Dzika Szkocja – Finnich Glen!

wodospad

Tajemnicze legendy, zapomniana historia, majestat przyrody. Miejsce, gdzie człowiek łączy się z dziką naturą – oto Finnich Glen (Devil’s Pulpit)!

Wczorajszego dnia wybraliśmy się do Finnich Glen, które znajduje się nieopodal miasteczka Killearn. Miejsce to przyciąga ogromną ilość turystów przez wzgląd na dziki kanion ciągnący się przez blisko 500 metrów i sięgający 25 metrów wysokości, a potocznie nazwany Amboną Diabła.

drzewo

Jak się okazało, podróż nie należała do najłatwiejszych. Od naszego miejsca zamieszkania, musieliśmy przebyć 55 mil z okładem. Było to ciężkim orzechem do zgryzienia ponieważ za Glasgow zaledwie jeden autobus kursuje w kierunku miasteczka Killearn. Wsiadając do wspomnianego autobusu, czuliśmy się niczym Harry Potter w „Błędnym Rycerzu”, gdyż kierowca okazał się być posiadaczem olbrzymiego, zżółkniętego paznokcia na kciuku lewej ręki. Co gorsza, po znalezieniu wolnych miejsc, o które wcale nie było trudno, byliśmy ustawicznie obserwowani przez kobietę w kwiecie wieku, która była przekonana o tym, że burza jej kręconych włosów skrywa wszelkie niecne zamiary.

Kiedy już szczęśliwie dotarliśmy do celu, okazało się, że z drogi głównej nie ma żadnych oznaczeń jak dotrzeć w to mistyczne miejsce, toteż musieliśmy przedzierać się przez pastwiska, gęstwinę leśną, a nawet druty kolczaste. Najlepsze jednak, było dopiero przed nami.

Trudy warte zachodu?

By dostać się na drugą stronę wąwozu, gdzie znajdowała się właściwa droga musieliśmy przeprawić się przez strumień. Woda była tak lodowata, że zostaliśmy zmuszeni do chwilowego truchtu po trawie, by krążenie znów stało się odczuwalne. Po drugiej stronie, odnaleźliśmy wąskie kamienne schody zwane drabiną Jakuba liczące blisko 200 lat. Schodziliśmy ostrożnie w dół, w pewnym momencie zrobiło się na tyle ciasno, że przejście bokiem okazało się jedynym środkiem do celu. Gdy w końcu dotarliśmy do podnóża schodów, naszym oczom ukazał się niezwykły widok.

woda

Przed nami rozciągała się przestrzeń tak obszerna, że poczucie wejścia do niezadaszonej katedry było niemal namacalne. Staliśmy na brzegu wartkiego strumienia, którego woda zdawała się mieć lekko krwistą barwę. Pewno zastanawiacie się, dlaczego lodowata, krystalicznie czysta woda żłobiąca dno wąwozu nabrała takowej właśnie barwy. Otóż, jest to zasługą torfowisk, które znajdują się u źródeł Carnock Burn i rdzawo-czerwonego odcienia tutejszego piaskowca. Warto dotrzeć w to miejsce chociażby po to, aby zobaczyć blask promieni słonecznych odbitych w tym krwawym witrażu.

W świetle legend

Tajemniczy klimat Finnich Glen budują między innymi legendy, które zachowane w tradycji mówionej przetrwały aż do naszych czasów. Jedna z nich, naszym zdaniem najbardziej mistyczna, mówi jakoby na okrągłym kamieniu, znajdującym się w głównym punkcie wąwozu, diabeł w każdą pełnię księżyca odprawiał czarną mszę. Kamień ten nazwano Devil’s Pulpit, co w polskim przekładzie, oznacza Ambona Diabła. W istocie, patrząc w tamtym kierunku widzimy ołtarz z krwawym kobiercem.

Inna legenda mówi o tym, że kobiety podejrzane o czary zrzucano ze skał. Jeżeli przeżyły oznaczało to, że są czarownicami i skazywano je na śmierć poprzez spalenie na stosie. Natomiast gdy zginęły oczyszczono je ze wszelkich zarzutów. W świetle dzisiejszego postrzegania było to pozbawione sensu, a dla oskarżonych nie miało większego znaczenia.

 Mniej znaną ciekawostką jest to, że właśnie w tym wąwozie kręcono finałową scenę walki w filmie „Dziewiąty Legion” z Channing Tatum w roli głównej. Premiera filmu odbyła się 11 lutego 2011 roku w Stanach Zjednoczonych.

barierka

Magii tego miejsca nie da się opisać słowami, jest ono żywcem wydarte z zapomnianych legend, bądź filmów fantasy. Wystarczy lekko przymknąć oczy, wsłuchać się w spokojny szmer strumienia, stać się widmem między grą świateł i półcieni, dłońmi muskając porośnięte mchem ściany – to w zupełności wystarczy, aby złączyć się z naturą i poczuć klimat tego miejsca.

Comments

  1. turystka ze Szkocji

    bez przesady ,normalnej wagi człowiek przejdzie po schodkach, chyba że ktoś waży ze 120 kg, a z szosy tam gdzie jest mostek a za nim metalowe zamkniete drzwi kilka metrów dalej przeskakuję się przez murek idzie wzdłuż wąwozu ,aż do wejścia ze schodkami, proszę nie wypisywać bzdur że trzeba przeprawiać się przez wodę aż stopy zamarzają w lodowatej wodzie, bo kto tam nie był gotów jest w to uwierzyć

    1. Post
      Author
      TrybOdkrywcy

      Po pierwsze, nigdzie nie napisaliśmy, że zejście nie jest możliwe dla osób o większej wadze. Napisaliśmy, że przejście bokiem było dla nas wygodniejsze, z plecakami na ramionach i dużą ilością błota woleliśmy nie ryzykować szybkiego marszu po schodach.
      Po drugie, napisaliśmy, że to my musieliśmy przeprawić się przez strumień i gęstwinę, aby dostać się do środka wąwozu, z racji faktu, że nie szliśmy od parkingu tylko od strony miasteczka, gdzie wysadził nas autobus i tam nie widząc żadnych oznaczeń skręciliśmy w prawą stronę, aby dostać się do rozpadliny, którą widzieliśmy z daleka.
      Po trzecie, dziękujemy za komentarz mimo, że nie potrafi Pani czytać ze zrozumieniem. Prowadzimy stronę o naszych przygodach, a nie portal z mapami satelitarnymi, opisujemy własne przeżycia w podróżach, a nie każdy podąża utartymi szlakami.

      Ps. Jeżeli tego byłoby mało, warto spojrzeć chociażby na relację Focus to Infinity, który wszedł do Devil’s Pulpit tą samą drogą, którą i my wybraliśmy: KLIK , więc z całym szacunkiem, lecz proszę nie opowiadać bzdur…

      Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *